RSS
czwartek, 11 sierpnia 2005
Te choroby naprawde istnieja.

Praktyka w Ghanie jest jak dar od Losu, ktory chce pokazac nam po co studiuje sie medycyne.

Po pierwsze: DIAGNOSTYKA

Tak jak Beatka pisala wczesniej oni na caly wielki szpital kliniczny maja jedno EKG. ECHO serca nie wykonuja, bo jedyny kardiolog, ktory potrafil je robic (jedyny kardiolog w szpitalu w ogole) wyjechal pracowac do Stanow (ech, jak latwe to jest gdy cala medycyne poznaje sie po angielsku...). Maja dobre aparaty USG i jedno spiralne CT (tomograf komputerowy), ktore uzywaja glownie zeby zobrazowac najciekawsze przypadki.

Dostep do tych wszystkich sprzetow jest jednak BAAAAAAAAAARDZO ograniczony, tak jak do badan laboratoryjnych. Diagostyka opiera sie wiec na tym co sie u pacjenta zobaczy i wybada osobiscie.

I tutaj pierwsze nasze zaskoczenie: czy wiecie ile roznych chorob (systemowych i nie tylko) mozna zdiagnozowac na podstawie wygladu paznokci i rak? Ile roznych chorob mozna u pacjenta wypatrzec dokladnie go obserwujac i ogladajac? Zbierajac dokladny wywiad? Mnooostwo. Naprawde mnostwo. Co prawda niestety te diagnozy obarczone sa duzym bledem - bez jednoznacznego potwierdzenia badaniami dodatkowymi latwo jest o pomylke, ale mimo wszystko jestesmy pod ogromnym wrazeniem tych roznych malutkich "kruczkow" i "sztuczek" ktore z doktorow moga zrobic prawdziwych wszystkowidzow :)

Po drugie: CHOROBY

Dzisiaj bylismy swiadkami badania pacjentki z zaawansowana wscieklizna (sic!). Na oddziale lezy kilka przypadkow ciezkiego tezca (!). Badalem dzisiaj dziecko ze schistosomatoza ukladu moczowego (!). Te choroby juz prawie nie istnieja w naszych europejskich ksiazkach! A tu mozna spotkac na codzien wszystkie ich stadia!

To naprawde niestamowite przezycie moc praktykowac w ghanijskim szpitalu...

00:01, jamichal
Link Komentarze (4) »
wtorek, 09 sierpnia 2005
Po horyzont...
Spojrzelismy w prawo: po horyzont ciagnie sie zolta, piaszczysta plaza o kolorze zlota odgrodzona od swiata rzedem palm. Spojrzelismy w lewo: po horyzont plaza z palmami. Wokolo zywej duszy nie widac, cisza, spokoj zaklocany tylko odglosem fal uderzajacych o brzeg. Rozejrzelismy sie jeszcze raz: ani jednego czlowieka nie widac, nawet gdy bardzo wytezy sie wzrok :)
Uszczypnelismy sie nawzajem, ale nic nie zniklo... To nie byl sen!

Tak wlasnie zaczal sie nasz weekend w Brenyu-Akyemen, malutkiej miejscowosci rybackiej polozonej (niedaleko od fortu Elmina) nad Oceanem Atlantyckim. W takim miejscu nie pozostaje nic innego do roboty niz lezenie na tej pieknej plazy i nabieranie slonecznego rumienca. I tu zaczyna sie problem, bo w sobote gdy przebudzilismy sie rano cale niebo zasnute bylo ciemnoszarymi chmurami. Zjedlismy spokojnie sniadanie przy stoliczku ustawionym na plazy 10 m od wody pod wielkimi palmami (nawet nie wyobrazacie sobie jak w takich warunkach wszystko smakuje :) i spokojnie oczekiwalismy na slonce. Jedna godzine... dwie... trzy... Gdy wciaz sie nie pojawialo postanowilismy je sprowokowac przebierajac sie w stroje kapielowe. Bryza od Oceanu byla jednak tak chlodna ze po 20 minutach musielismy ubrac sie znowu, bo zrobilo nam sie zimno. Do wieczora nie zobaczylismy ani jednego slonecznego promienia :)

W niedziele swit powital nas pieknym lazurowym niebem i cieplutkim sloncem. Nie na dlugo jednak, bo gdy tylko zjedlismy sniadanko i przebralismy sie - znowu pojawily sie chmury. I tak to znowu marzlismy w "goracej" Afryce :)
BiM
13:42, jamichal
Link Komentarze (1) »
środa, 03 sierpnia 2005
Sienkiewicza namieszanie w glowach :)

Malarie (a wlasciwie jej zarodzce - 4 gatunki - najgrozniejszy Plasmodium falciparum) przenosi komar z rodziny Anopheles (ten na zdjeciu opity jest nasza krwia),

a nie mucha tse-tse jak pisal Sienkiewicz w "W pustyni i w puszczy"! Mucha tse-tse przenosi Trypanosoma, ktora wywoluje bardzo ciezka chorobe zwana Trypanosomoza - i nie da sie jej leczyc chinina (ktora w ksiazce z takim poswieceniem zdobywal Stas). Much (ani tse-tse ani zadnych innych) w Ghanie jednak w ogole nie widzielismy - nie wiemy czy ze wzgledu na pore deszczowa, ktora wlasnie panuje, czy ze wzgledu na bardzo wiele roznych stworzonek (gekonow, nietoperzy, ptakow), ktorych jest tu zatrzesienie.

Ciekawe czy Trylogie Pan Henryk pisal z rowna starannoscia? :)

BiM

13:27, jamichal
Link Dodaj komentarz »
Kopalnia zlota.

W poniedzialek wybralismy sie do Obuasi - miasteczka polozonego 80km od Kumasi, w ktorym znajduje sie najwieksza w Ghanie i jedna z najwiekszych w Afryce kopalnia zlota. Ta kopalnia jest zrodlem najwiekszego przychodu w budzecie Ghany - spodziewalismy sie wiec miasteczka dobrobytu ze sklepami ze zlota bizuteria na kazdym rogu ulicy.

Miasteczko jest jednak tak samo biedne, jak wszystkie pozostale. Moze jest odrobine czysciej, ale bieda az piszczy w kazdym kacie. Weszlismy na teren kopalni i nawet dostalismy propozycje zjechania szybem na -16 poziom (800 metrow pod ziemia), aby zobaczyc jak wydobywa sie zloto, ale ze kosztowalo to 100 000 cedi od osoby, a nie wygladalo zbyt interesujaco ogladanie wielkich halasujacych maszyn drazacych czarny kamien ze zlotymi zylkami, wiec nie zdecydowalismy sie na te atrakcje.

Po wyjsciu z terenu kopalni postanowilismy wybrac sie do jakiegos sklepu ze zlotem. Poiewaz naokolo nie widac bylo zadnego sklepu, zapytalismy taksowkarza czy moze nas zabrac. On ochoczo sie zgodzil (1000 cedi za osobe), ale zaczal krazyc i krazyc i okazalo sie, ze... ON nie wie gdzie jest sklep ze zlotem! Zaczal pytac sie ludzi na ulicy i oni tez nie bardzo sie orientowali. W koncu jednak znalezlismy ten sklep. Jest tylko jeden. W asortymencie jest 6 pierscionkow i kilka par kolczykow. I to wszystko. Zadnego innego sklepu ze zlotem w miejscowosci, w ktorej wydobywa sie jego tony!

Po prostu zloto jest dla miejscowych za drogie. :( A turystow tu praktycznie nie ma.

BiM

13:12, jamichal
Link Dodaj komentarz »
Weekend w afrykanskim raju

Jakies 30 km od Kumasi uderzyl wielki meteoryt.

Bylo to co prawda wiele tysiecy lat temu, ale po tamtym uderzeniu zostala pamiatka w postaci pieknego, malowniczo polozonego jeziora Bosumtwi, ktore powstalo wlasnie w tym miejscu.

Ostatni weekend spedzilismy wlasnie nad tym jeziorem w przytulnym osrodku prowadzonym przez malzenstwo Austriaczki z Ghanczykiem. Jezioro jest faktycznie piekne, ale znajduja sie nad nim tylko dwa niewielkie osrodki wypoczynkowe. Miejscowych po prostu nie stac na to, zeby spedzac weekendy/wakacje nad jeziorem, w zwiazku z czym oba osrodki wypelnione sa wlasciwie wylacznie bialymi turystami.

Bylo cudownie. Piekne kwiaty, czysto, cicho, ze slychac bylo tylko rechot zab i inne odglosy afrykanskiej dzungli. Bardzo przyjemna plaza i cieplutka woda w jeziorze, w ktorej pare razy zanurzylismy sie po tym jak wszyscy nas zapewnili, ze nie ma w niej Schistosoma. A w nocy cale gromady swietlikow fruwajacych naokolo - jak w bajce.

Oprocz tego nareszcie zjedlismy cos jadalnego - w tym osrodku gotuje sama austriacka szefowa, w zwiazku z czym dostalismy na obiadokolacje pyszne kluseczki z wolowina w sosie grzybowym. Pychota. Standard naprawde europejski, ale od razu ceny tez europejskie, bo za domek na jedna noc zaplacilismy 240 000 cedi. Obiad 50 tysiecy, kiedy u nas w Kumasi mozemy zjesc ryz z fasolka za 5 000. Ale naprawde bylo warto.

Wrocilismy w niedziele wieczorem pelni sil na nowy tydzien pracy.

BiM

12:55, jamichal
Link Dodaj komentarz »
Zagadka kliniczna :)

Czas na zagadke. Ponizej widzicie foto dloni 1,5 rocznej dziewczynki przyjetej do szpitala ponad miesiac temu. Poniewaz nie udalo sie zrobic wyraznego zdjecia, podpowiemy, ze chodzi o charakterystyczny dla TEJ choroby obraz jakby drzazg wbijanych pod paznokcie. Oczywiscie nie jest to choroba paznokci :)

A pytanie oczywiscie brzmi: Jaka to choroba? Podpowiedz: Mozna ja spotkac rowniez w Polsce.

Jesli macie jakies pomysly to piszcie w komentarzach do tej wiadomosci :)

Pozdrawiamy

BiM

12:34, jamichal
Link Komentarze (3) »
piątek, 29 lipca 2005
Afrykanskie upaly :)

To prawdziwy skandal! Przelecilismy tysiace kilometrow, zeby troche sie ogrzac w afrykanskim ciepelku i?.... I mamy tu codziennie 25 stopni w dzien, w nocy ponizej 20, ze az marzniemy pod cieniutkim przescieradlem, a w Polsce jak? Grzeje az milo. :)

Ogladamy zdjecia Seby znad morza, jego piekna czekoladowa opalenizne, a my co? Bladzi, ledwo zlapalismy troszke brazowego cienia. :)
Niewiarygodne. Krem do opalania lezy w polce nie ruszony, kapelusz i okulary przeciwsloneczne kurza sie na biurku... :)

Jesli wiec chcielibyscie sie troche ochlodzic, zapraszamy do Ghany. :)))

BiM

18:25, jamichal
Link Komentarze (1) »
Malaria w Ghanie - z ghanijskiej strony

Michal napisal o ogromnym zagrozeniu malaria - ja teraz chce dodac troche informacji, glownie po to, zeby niektorych uspokoic :).

Jak sie jest tutaj na miejscu, to ma sie wrazenie, ze troche z ta fobia przed malaria wszyscy przesadzaja.
Tutejsi lekarze przechorowuja malarie kilka razy w ciagu roku, co prawda wiadomo, ze oni sa przystosowani i przechodza ja lagodnie, ale my biorac profilaktyke przeciwmalaryczna musielibysmy miec niezlego pecha, zeby to zlapac :).

A jesli zlapalibysmy te malarie, to przez 5 dni bierzemy Plasmotrim (400mg/1 dzien, potem 200mg/dobe przez 4 dni) i po bolu :) (oprocz tego leku powinno sie uzywac jeszcze jednego, ktorego nazwy nie pamietam, aby zmniejszyc rozwijanie sie opornosci, ale ze wzgledu na efekty uboczne tego drugiego, lekarze praktycznie go nie stosuja).
Dowodem takiego przebiegu zdarzen moze byc to, ze juz trzech studentow z naszej ekipy ma za soba malarie :).

Dodatkowo, poznalismy osoby, ktore w ogole nie biora zadnych tabletek, a zabezpieczaja sie w inny sposob :) - alkololem. Setka wieczorem i podobno mozna w ten sposob nawet 20 lat bez malarii przezyc. O setce wspominal nam wczesniej jeden profesor od chorob tropikalnych w czasie konsultacji przed wyjazdem do Ghany, mowil, ze jak tylko poczujemy, ze cos nas bierze, to mamy lyknac setke - podobno on tak robi zawsze i jeszcze na nic nie chorowal - ciekawe czy wie, ze dziala to rowniez na malarie :).

Problemy tutaj z malaria wynikaja tylko z tego, ze ludzie pozno trafiaja do szpitala lub lecza sie sami herbatkami na malarie, roznymi syropkami, lekami czy obrzedami :). Leki tutaj sa ogolnie dostepne bez recepty, przez co m.in. rozwijaja sie opornosci na nie, bo ludzie biora ile chca, co chca i jak dlugo chca. A tak w ogole komary, ktorych jest tu bardzo malo, wcale nie gryza jesli sie uzyje repelentow (mnie ugryzly w ciagu dwoch tygodni tylko 3, Feldzika 1 ale juz wiecej sie im nie damy:).

Wiec nic sie nie martwcie.

Pozdrawiamy

18:03, jamichal
Link Dodaj komentarz »
Widzieliscie kiedys?

Czy widzieliscie kiedys dziecko z gruzlica wezlow chlonnych z wielkimi saczacymi sie wezlami po jednej stronie szyi? A widzieliscie moze 14-letnia dziewczynke, ktora majac Hb=4,9mg/dl (!!!!) i RBC=1,9mln (!!!!) na wlasnych nogach przyszla do lekarza? A moze widzieliscie pacjenta z gruzliczakiem (tuberculoma) w mozgu? Widzieliscie dziecko z prawdziwym niedozywieniem typu "marasmic" albo inne typu "kwashiorkor"? Umielibyscie je odroznic? Wiecie jak wyglada plyn mozgowo-rdzeniowy w zapaleniu opon wywolanym przez Neisseria meningitidis? A moze widzieliscie zmiany skorne wywolane przez Aspergillus sp. na konczynach dziecka HIV+? Miesaka Kaposiego?

Ja widzialem. :) Tylko na kiepskich zdjeciach w podrecznikach.

Az do przyjazdu do Kumasi.

Wielu z tych obrazow nie da sie zapomniec.

Michal

17:36, jamichal
Link Komentarze (1) »
wtorek, 26 lipca 2005
Dzien w Kumasi.

Moj dzien mniej wiecej wyglada tak:

Wstaje kolo 7 rano, biore prysznic (zimna woda jest wyjatkowo zimna po wyjsciu z lozka, ale nie da sie tego uniknac po calej parnej nocy). Kolo 7:40 idzimy do szpitalnej stolowki na sniadanie. Tam z kuponem przysluguje nam kawa z mlekiem, tosty z usmazonym jajkiem, papryka i kielbasa i ewentualnie otreby o smaku soli jesli sie je posoli, a o smaku cukru jesli sie je poslodzi :)

O 8 codziennie zaczyna sie wyklad. To znaczy powinien sie zaczynac, bo pomimo ze najbardziej wytrwali studenci przychodza na 8:00 to wykladowca najwczesniej jest po 8:15, a nierzadko nawet po 8:45 (african time :). Aha, zapomnialbym dodac, ze studenci tutaj maja regularne zajecia i my mozemy w nich uczestniczyc. Po prostu po kazdym roku studiow w Ghanie w innym miesiacu przypadaja wakacje, wiec zawsze sa jacys studenci, ktorzy akurat maja zajecia.

Ostatnie dwa wyklady, w ktorych uczestniczylem to taki poswiecony HIV u dzieci (ladnie objasnione klasyfikacje CDC i WHO, duzo rzetelnej i praktycznej wiedzy) i o nowotworach macicy (i znowu tak samo jak w Polsce klasyfikacja FIGO, po kolei omowione typy i roznicowanie). Studenci bardzo zywo uczestnicza w tych wykladach, zadaja pytania, smieja sie glosno, krzycza. To musi byc duza przyjemnosc prowadzic taki wyklad :) A oczywiscie sam wyklad prowadzony jest przy pomocy projektora multimedalnego z przygotowana prezentacja, ktorej moglby pozazdroscic niejeden wykladowca na naszej AM.

Wyklad konczy sie kolo 10:00 i wtedy idziemy na oddzial. W tym tygodniu mam chodzic na oddzial B4, czyli poswiecony ogolnej pediatrii. (W zeszlym tygdniu to byl MBU czyli Mother and Baby Unit - Noworodki)

Oddzial B4 to tak naprawde jedna wielka sala, na ktorej ustawionych jest okolo 20 lozek. Pomiedzy lozkami siedza na stoleczkach mamy chorych dzieci. Jesli jakies dziecko jest male, to na jednym lozku lezy dwoje, a czasami troje dzieci. Dzieci leza na przescieradlach, a raczej chustach i innych plachtach materialow przyniesionych przez mamy, wyglada to wiec bardzo kolorowo. Nie ma szpitalnej poscieli.

Pomimo ze oddzial jest poswiecony "ogolnej pediatrii" to i tak ponad polowa dzieci, ktore na nim leza, jest hospitalizowana z powodu ciezkiej malarii (malarii mozgowej), duza czesc z powodu chronic renal failure (przewleklej niewydolnosci nerek), a tylko nieliczne z innych przyczyn. Pomimo ze dzieci sa w naprawde ciezkim stanie, czesc jest w spiaczce, nie sa monitoworowane w zaden sposob. Musze przyznac, ze pomimo, iz wiele razy odbywalem praktyki na oddzialach dzieciecych, nigdy nie widzialem tylu dzieci w tak ciezkim stanie w jednym miejscu.

Po srodku sali stoi biurko, przy ktorym ustawionych jest pare foteli, na ktorych lekarze wypisuja zlecenia, a pielegniarki odpoczywaja, kiedy sa zmeczone.

Co bardzo zaskakuje, oni maja tu fantastyczna wentylacje (wiatraki pod sufitem, okna po obu stronach sali itp) i pomimo naprawde ciezkich warunkow sanitarnych na oddziale B4 nie czuje sie szpitalnych ani zadnych innych nieprzyjemnych zapachow, ktore czesto doskwieraja nam w szpitalach w Polsce.

Moj pobyt na Oddziale konczy sie kolo 12 kiedy mam przerwe na lunch. Jemy wtedy z Beatka swiezego ananasa, ktorego kupujemy od zaprzyjaznionej Pani w kiosku na terenie kampusu (3000 cedi) i troche odpoczywamy. Kolo 13 ide na PEU - Pediatric Emergency Unit - czyli dziecieca izbe przyjec gdzie spedzam czas do trzeciej, czasem czwartej. Potem jemy z Beatka obiad, odpoczywamy, chodzimy po Kumasi itp. A wieczorkiem kupujemy sobie pyszne (2000 cedi za szt) szaszlyki (z miesa, o ktorego pochodzoeniu wolimy nic nie wiedziec :) z grilla i zajadamy z herbatka. W miedzyczasie staramy sie czytac podreczniki, ktore przywiezlismy z Polski (szczegolnie zagadnienia dotyczace aktualnych przypadkow na oddziale), rozwiazujemy krzyzowki hetmanskie (niestety te przywiezione z Polski juz sie skonczyly) i planujemy nastepne wycieczki na weekend.

A na koniec dnia Internet. :)

Papa

BiM

23:17, jamichal
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2